Strona główna » Czasopis » Nr 01/12 (STYCZEŃ/ СТУДЗЕНЬ 2012) » Europa poczęła się na Podlasiu
Europa poczęła się na Podlasiu
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...

Fragment mapy Fransa Hogenberga z ok. 1579 r.

Sokrat Janowicz

Przez to międzyrzecze, nieprzekraczające wszak terytorium Babilonu, przewinął się cały szereg cywilizacji, co archeologicznie dokumentują grodzisko w Haćkach k. Bielska Podlaskiego, krzemowe sztolnie na północnym obrzeżu obecnej Puszczy Knyszyńskiej, czy sławetna wśród badaczy Góra Zamkowa nad Bugiem w Drohiczynie, rówieśnik schyłkowego Imperium Rzymskiego.

Nasza zbiorowa, wyniesiona ze szkoły pamięć nie sięga na ogół dalej niż pojawienie się dynastii Jagiellonów, nieco tylko zahaczając ostatnich Piastów. Podlasia nie ma na mapie wyobraźni, a przecież to stąd ruszyła galopem przyszła potęga Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Dopowiedzmy: imperialna niebawem, światowa.

Podlasie, niczym legendarna Atlantyda, zanikło w mrokach historii. O tym europejskim regionie współczesny świat niezasłużenie zapomniał. Prabogate dzieje tego obszaru słabo są zgłębione przez naukę.

Ponieważ Podlasie uchodzi za obszar właściwie nierozpoznany przez archeologię, z wyjątkiem może niegdysiejszej Ekspedycji Jaćwieskiej w rejonie Suwałk, wypada zatem zwrócić najpierw uwagę na trwalsze historycznie ślady, w postaci nazw rzek, jezior i rozległych uroczysk. W ich imionach zachowały się pozostałości minionych tutaj cywilizacji. Jan Czekanowski w swej fundamentalnej pracy „Człowiek w czasie i przestrzeni” podkreśla zaczątkową cywilizacyjnie obecność ludzi lasu, czyli ugrofińskich myśliwych, z którymi kojarzy się imię rzeki Narew. Podobny rdzeń nazewniczy występuje bowiem na aktualnych teraz okolach ugryjskich, np. w Estonii i archaicznej Karelii; nawet miasto Narwa na pograniczu Nadbałtyki.

Przypadkowe zresztą odkrycia — w Puszczy Białowieskiej — pochówków z okresu rzymskiego wskazują na aktywne przemieszczanie się następnie plemion starogermańskich, jeszcze przed epoką aneksji przez wikingów, podążających na południe od Bałtyku.

O Słowianach wonczas nikt nie słyszał. Ich pochodzenie, do dziś zresztą, stanowi zagadkę naukową, zwłaszcza późniejsza w średniowieczu niesamowita ekspansja, pochłaniająca nie tylko nadłabską Germanię, lecz Grecję antyczną, Lombardię i, bagatela, pogalijską Hiszpanię. Cofnięcie słowiańszczyzny dokonuje się do dzisiejszych dni w Przyśródziemnomorzu i w skandynawskich zaściankach.

Zdumiewa czytelny celtycki ślad na Podlasiu. Graniczna otóż u nas rzeka Świsłocz oraz z identycznym rdzeniem słowotwórczym duża Wisła właśnie (są Isłocz, Wisłoka). Albo dwa miasta na krańcach Europy: przyatlantycki Brest na zachodzie Francji i nasz Brest n. Bugiem (zmazurzony Brześć). Tych „Brześci” jest więcej, ale w zawiślanej Polsce, ongiś domenie Celtów.

Można zgadywać, co znaczy Bug czy Supraśl. Jednakże są nazwy o wiele komunikatywniejsze, pod warunkiem, że wie się o kolejnej fali cywilizacyjnej, mianowicie Bałtów, występujących u nas jako Jatwieź, Jadźwingowie. Wspomniany prof. Czekenowski sadowi ich akurat na Podlasiu, znajdując na dowód tego niezwykle wysoki — w typie rasowym mieszkańców — odsetek nordyckości (prawie dwukrotnie wyższy w zestawieniu z ludnością całej Polski). Czyli — Podlasianie to nic innego jak zeslawizowani Jaćwięgowie?...

Ogólnikowo wiadomo, że Bałtowie wychynęli z indyjskiego ludu Ariów i byli już rolnikami. Dzięki temu mamy na Podlasiu mrowie osad z niesłowiańskimi imionami, a także mniejsze rzeki z nieprzetłumaczalnymi nazwami (np. Nietupa, Sokołda).

Jeśli poprzednie cywilizacje — ugryjska, starogermańska, celtycka — nie przekroczyły poziomu niezorganizowanych ludów barbarzyńskich, to bałtyjska, dzięki produktywności gospodarczej, znalazła się na progu kształtowania własnej państwowości; zrodziły się pierwsze władztwa typu książęcego. Znamy przynajmniej kilka z nich, najgłośniejsze w Raju (istniejący do dziś Rajgród). Kroniki notują niejakiego Komata, po którym pozostały nam Komontowce (błędnie przeinaczone w Chomontowce), oraz po kunigasie Harkawicu — podsokólskie Harkawicze; jeden i drugi zostali przez Rusinów spaleni jako dzikusy.

Bałtyjscy Jaćwięgowie, jak przystało na świeżo organizujące się królestwo, rozpychali się na boki, niczym Mieszko z państwa przedpolskiego gnieźnieńskiego, mordując Wiślan i Ślężan. Jaćwieskie zagony filowały wzdłuż Wisły i Bugu, łupiąc Lachów i Ruś Zapoleską, co nie mogło skończyć się dobrze tym „ostatnim Indinom Europy” (wg określenia Czesława Miłosza). Ruszyły na Jatwieź wyprawy odwetowe, nawet coroczne ze wschodu i zachodu. Nie przetrzymali jednak owi nuworysze potęgi krzyżackiej, ludobójstwa kawalerów mieczowych. Była to nawałnica rycerstwa europejskiego na ostoję bitnych, lecz nie tak licznych pogan. W meldunkach przesyłanych do Malborka — Marinburgu są opisy mrożących krew w żyłach masakr.

Po przełomowej bitwie grunwaldzkiej ów bezpański teren pojaćwieski przyszłego Podlasia inkorporowano do Wielkiego Księstwa Litewskiego jako wydzieloną prowincję Podlasze (tj. w stronę Lachów). Zakreślając mu swe granice na przedlubelskim Zabużu i na wschodnim pasie Mazowsza z Brańskiem, Surażem i Tykocinem, a na północy na pojezierzu ełcko-królewieckim, także na wybrzuszu Niemna. Były to początki obecnej historii tej ziemi, poniekąd po odcięciu jej prehistorycznych korzeni. Dokonała się krzyżówka ras i kultur, zadziałał główny mechanizm tworzenia się nowej jakości cywilizacyjno-kulturowej; tak powstają narody i państwa. Jeśli pamiętać, że Europa składa się z Małych Ojczyzn. Imperia bowiem nie są długowieczne.

W tej naszej ojczyźnie, zwanej Podlasiem lub Podlaszem, natykamy się na nieprzeczuwane przez zwykłych śmiertelników głębiny i wręcz bezdenne otchłanie. O niektórych już napomknąłem.

Trudne nam do pojęcia jest to, że o Podlasie stale wojowano ze wszystkich możliwych kierunków, nawet tak egzotycznego jak turecko-węgierski. Wszelkie wojny jednoznacznie odbieramy źle, aczkolwiek niesłusznie. Wojna jest często zderzeniem z inną cywilizacją, nie zawsze nas rujnującą. Źle gdy napada i bierze górę nad nami jakiś prymityw i bandyta. Wówczas, co prawda, udanie się bronimy, lecz bez pozytywnego wpływu na nasz dalszy rozwój. Tak są odsuwane na pobocza historii narody zastygłe w swym dynamizmie, nienadążające za krokami czasu. To po części spotkało poprzednie cywilizacje, pożarte przez zachłannych nowicjuszy, np. Słowian.

Na Podlasiu, przyległym do hospodarskiej Litwy, uformował się typ człowieka o mentalności otwartej na ludzi i świat. Region nasz był wszak częścią państwa nie tylko wielojęzycznego i wieloreligijnego, ale również pozbawionego charakterystycznych dla pośredniowiecznej Europy waśni, w tym przeraźliwych walk wyznaniowych, w których zginęły miliony istnień ludzkich (w Niemczech przepadła połowa ludności!). Od początku uchodziliśmy za wzór dla innych, byliśmy czymś w rodzaju dzisiejszej Unii Europejskiej. Mądrej, tolerancyjnej, mającej w poważaniu osobę.

Unia lubelska z 1569 roku odłączyła Podlasie od Litwy, długo jednakże przestrzegając wcześniejszych praw, jak i urzędowego języka ruskiego, stopniowo rugowanego przez łacinę i obiegowy polski. Mamy zatem do czynienia z pierwszą podmianą przynależności państwowej, chociaż w ramach federacyjnej od niedawna Rzeczypospolitej Obojga Narodów ze stolicami w Krakowie i Wilnie. Stolicą regionu został Drohiczyn nad Bugiem, miasto wzmiankowane już w początkowym tysiącleciu po Chrystusie, najczęściej przy okazji zmagań słowiańskich książąt z Jaćwięgami. Aliści nie tylko. W 1254 roku koronował się na króla ówczesnej Galicji papieski ulubieniec Daniło Romanowicz. Wyobrażam sobie uroczyste dzwonienie w cerkwiach drohickich, tylekroć obwieszczające przedtem zwycięskie batalie z podkradającą się Jatwieżą lubo po rozgromieniu Teutonów czy tychże Mazowszan. Ciągle ktoś pragnął zawładnąć tymi obwałowaniami.

Kolonizacja nieprędko przesunęła się od drohickiej ostoi zamkowej, z wolna przybliżając się ku grodowi Bielska u wytoków rzeczółki Białej; Narew postrzegano na razie jako nieodgadnione rozlewisko z topielami.

Dosłownie w przeddzień szesnastowiecza osiadł z nadania królewskiego na Podlasiu ród Iwana Chodkiewicza, władając olbrzymią Puszczą Błudowską. W 1498 roku założono niedużą osadę z zameczkiem o pierwotnej nazwie Supraśl, u źródeł tejże rzeki, czyli Gródek (Horodok). Lokalizacja ta nie okazała się przypadkowa, miała ona bowiem udrożnić szlak z Grodna do przeprawy na Narwi w stronę Bielska i Drohiczyna, by osiągać Lublin i Sandomierz. Zastanawia nieomal idealne wypośrodkowanie podróżniczego punktu gródeckiego między przybielskim miasteczkiem nadrzecznym, właśnie Narwią a podgrodzieńskimi Krynkami, tym wczesnośredniowiecznym fortem najdalej wysuniętym na zachód od Rusi Czarnej. Akurat tyle owych rozstajów z Narwi do Gródka, czy z Gródka do Krynek, ile karawana kupiecka była w stanie przebrnąć za dnia, powiedzmy, zimowego. Pojęcie zaś szlaku niechaj nie kojarzy się nam z utwardzoną drogą przez lasy; wędrowano przez nadrzeczne łęgi, poręczne na wytchnienie oraz popas koni sprzężajnych. Drogę przetrzebiono w Puszczy Błudowskiej później, znaczona dzisiaj imionami wsi Planty, czyli drogi w litewsko-żmudzkim brzmieniu: plantas.

Pierwociny kolonizacyjnego osadnictwa na obrzeżach wyludnionej Jatwieży odnotowujemy pod koniec życia wielkiego kniazia Aleksandra vel Witolda, obsadzającego szlak wzdłuż Swisłoczy najemnikami z tatarskiego Krymu, tudzież stepów połowieckich. Stanowili oni znakomitą straż, potomkowie której za naszych obecnych dni jeszcze poświadczają mongoloidalnością rdzennych tubylców w Ozieranach Wielkich, Łosinianach lub nawet w Załukach z cmentarzykiem pomuzułmańskim (niedawno trafionym).

Tymczasem gwałtownie rozbuchała się geografia gospodarcza Podlasia i syn Iwana, Aleksander Chodkiewicz nie zabawił na dłużej w Horodku, przenosząc swój dwór do Zabłudowa (tj. za Puszczę Błudowską), zakładając tam oficynę ruską z udziałem drukarzy moskiewskich, fundując jednocześnie monaster na Suchym Grądzie, w miejscu niewątpliwie skupiska nieochrzczonych pogan, jak to bywało w zwyczaju rozmieszczenia świątyń chrześcijańskich w celach misyjnych. Sprowadzono mnichów greckich z Kijowa. Mnichom zawdzięczamy teraz cenny zabytek języka starosłowiańskiego, plon działalności apostołów Cyryla i Metodego, zresztą „bizantyjskich intelektualistów”. Słynny Kodeks Supraski z pradawnego zbioru bibliotecznego do obiegu naukowego wszedł dopiero w dziewiętnastym stuleciu.

Przejęcie Podlasia w 1569 roku przez Królestwo Polskie wywołało zupełną odmianę losów tej ziemi. Przede wszystkim nasiliło trend osadniczy i, co za tym idzie, ekonomiczną aktywność. Straciły na znaczeniu gościńce śródpuszczańskie w związku z dyslokacją ośrodka królewskiego z Krakowa do stosunkowo niedalekiej Warszawy, powiadają za sprawą posłów litewskich, skracających sobie włóczęgę na sejmy walne...

Przekształcenie się Podlasia w region stykowy między tworzącymi Rzeczpospolitą państwami zaanimowało istną magistralę z Warszawy do Grodna i drugiej stolicy, do Wilna, w którym intronizowano przecież kolejnych królów, pierwej Stefana Batorego, wstępnie Wielikoho Kniazia.

Zrobiło się tłoczno od miastotwórczych willi magnackich --w Białym Stoku, Choroszczy, Knyszynie, Rospudzie, Augustowie, Sokołdce-Sokółce, tudzież w Zabłudowie, a nawet Królowym Moście Sakowiczów; Supraśl i jego przesławny monaster wizytowali monarchowie, podążając Dorohą Iwana Chodkiewicza z przedmieścia Bojary. Chodkiewicze gościli na komnatach knyszyńskich ostatniego z Jagiellonów, Zygmunta Augusta; zmarło mu się w upalne lato 1572 roku, podobno zgubił go włoski, po matce Bonie, temperament kochliwego starca.

Było pięknie i szumnie. Ani przeczuwano nasuwających się chmur dziejowych wieku wojen i pożogi, przeklinanego siedemnastowiecza. Na Rzeczpospolitą Obojga Narodów, rozsiadłą od Bałtyku do Morza Czarnego, łapczywie spoglądały krzepnące potęgi militarne, przyszli zaborcy ze wschodu, zachodu i południa. Póki co Podlasie kwitło pod opiekuńczymi skrzydłami Korony Polskiej i wielkoksiążęcej Litwy, której rubieże otóż wyznaczały słyszalność dzwonów cerkiewnych na Kremlu. Były to bohaterskie czasy niezwykłej ekspansji, w tętencie których nie zawracano sobie głowy jakąś Ameryką czy Turkami na Bałkanach; owszem, słyszało się o upadku Bizancjum, jak też o Iwanie Groźnym, carstwie całkowicie odgrodzonym od świata, zamurowanym na amen. Słowem: nic poważnego, niczym Prusy Książęce, przenicowane w dodatku niepojętym luteranizmem, o tyle godnym uwagi, że podnoszącym bunt przeciwko niepohamowanemu bogaceniu się czarnego kleru. O Mikołaju Koperniku ani się słyszało. No i dobrze.

Głupia Europa wyrzynała się w ludobójczych sprzeczkach, czyja wiara w Pana Boga jest słuszniejsza, my natomiast spokojnie spławialiśmy ze swych bindug drewno i leśne runo do holenderującego Gdańska lub równie udanie owijaliśmy wokół palca germańskich Prusaków w Królewcu (barwnie opisał to autor „Pana Tadeusza”). Nikt nie przypuszczał, nawet sam Batory, że i nas nie ominie klęska światowa, szaleństwo i bezdenna durnota napaści, grabieży. Trochę jesteśmy w tym sami winni — zachciało się nadwiślańskiej Mniszchównie stać się carycą, prowokując właściwie prywatną wojenkę, ową Dymitriadę, nie zważając na sprzeciw Rzeczypospolitej. Jak przystało na klasyczną awanturnicę, zapłaciła ona za to męczeńską śmiercią, a w myśl fizyki, że każdej akcji odpowiada kontrakcja, spowodowała baba działania ratownicze u kacapów, czyli czyn reformy państwa moskiewskiego. Tak wypłynęła nieznana drzewiej dynastia Romanowów.

Podlasie złupili wnet Moskale do tego stopnia, że ledwo podniosło się ono ze zniszczeń dopiero w inaugurację epoki kapitalizmu i kolei żelaznej, rewolucji przemysłowej. Huragany katastrof wymiotły z tego obszaru wszystko, co nadawało się do życia, porównywalnie z zagładą Jatwieży. Po Moskwie przyplątali się Szwedzi, a po rozbiorach Rzeczypospolitej gospodarzyli na Podlasiu Prusacy, być może niezgorzej; podpadliśmy pod państwo ówcześnie najlepiej urządzone w Europie, wprost wzorcowe władztwo (do 1807 r.).

Przed wygaśnięciem Rzeczypospolitej, rozwałkowanej przez litewską magnaterię ochoczo katolicyzującą się i polonizującą, przeróżnych Czartoryjskich, Sapiehów lubo Sanguszków, Paców, na krótko zabłysnął na Podlasiu podkanclerzy skarbu Antoni Tyzenhauz, Inflantczyk na wskroś europejskiego sznytu. Przebudował zatęchłe Krynki podług planu Paryża. Delektujemy się obecnie sześciokątnym rynkiem i strzeliście wybiegającymi zeń ulicami. Niestety, nie zdążył zabrać się do Sokółki, Gródka, Białegostoku z rozstajów gościńców na Knyszyn i tysiącletni Suraż.

Jednakowoż ów meteor Niemca z krańców Litwy rozbłysnął jakoś trwale. Prusacy w swe dziesięciolecie umiastowili przypałacowy Białystok, dali mu kadrę urzędniczo-inteligencką łącznie ze szkolnictwem; zakiełkowała warstwa mieszczańska, bardzo internacjonalna, wielojęzyczna i nie wyłącznie rzymskokatolicka; w Supraślu rezydowało biskupstwo unickie przy chętnej opiekuńczości Berlina, który wystarał się w Rzymie odnośny certyfikat papieski. Młódź zdobywała umysłowe horyzonty na uniwersytecie wileńskim, niezwykle cenionym na Zachodzie. Można sobie to wytłumaczyć.

Ucywilizowaną okupację pruską na Podlasiu wkrótce zamieniła nieco rozgarnięta okupacja rosyjska. Napoleon po rozgromieniu Królestwa Prus podarował na spotkaniu w Tylży Aleksandrowi I tzw. Okręg Białostocki z zagwarantowaną autonomią (przetrwała do mikołajowskich lat czterdziestych). Ta odrębność zaowocowała wówczas napływem kapitału z sąsiedniego Królestwa Polskiego, zachłannie prącego na bezkresne rynki Cesarstwa Rosyjskiego, na Nadbałtykę i Przyczarnomorze odeskie. Szło też o przebicie się do Chin zaamurskich, Mandżurii, skoro nie do Indii. Podlasie było niezwykle wygodną placówką w strefie rubla, bez konieczności pokonywania złotówkowej bariery celnej na łuku Narwi. Stało się normą przenoszenie się łódzkich fabryk w okolice Białegostoku i dalej, Gródka i Krynek. Zwłaszcza po uruchomieniu petersbursko-warszawsko-wiedeńskiej linii kolejowej.

Podlasie na powrót rozkwitło jako Brama Wschodnia. Przetaczały się przez nie towary i pieniądze, jakie dzisiaj nie śnią się śmiesznie-urzędowym decydentom, gapiącym się na grymasy Warszawki. W białostockim hotelu Ritz i ruletkach przepuszczano fortuny, przyprawiające o zaczątki chorób psychicznych. Czytam Dostojewskiego, zwidującego mi się jako pisarz rasowo białostocki, czy to w „Zbrodni i karze”, czy w „Braciach Karamazow”. Toż to Białystok w czasach prosperity nowego społeczeństwa. Dostojewskiemu należy się pomnik spiżowy u wylotu Pięknej do Młynowej! Może na Aleksandrowskiej-Warszawskiej .

Jaćwieskie przekleństwo wlecze się za Podlasiem, zaciekle niepoddającemu się złemu losowi. Wojny to pestka! Ostatnio próbowano wykreślić Podlasie z mapy rozwojowej Polski, zapewne nie wiedząc, że nie ma regionów zbytecznych, są natomiast zaniedbane. I właśnie te regiony będą ciągnęły państwa w dół; prymusi szybko dostają zadyszki.

Białostocki lekarz okulista Ludwik Zamenhof wymyślił międzynarodowy język esperanto. W Krynkach powstała republika robotnicza. Dzięki operacji przeciwbolszewickiej na kierunku białostockim Piłsudski zadecydował o zaistnieniu Polski, w oparciu o dywizje litewsko-białoruskie na Podlasiu. Pisał o tej ziemi przepiękne wiersze pierwszy na świecie terrorysta Konstanty Kalinowski, rodem z przygródeckich Mostowlan. Dowodził zbuntowanym Paryżem onegdaj Walerian Wróblewski z Sokółki, postrzeliła Lenina niejaka Kapłan z Krynek... W końcu ostatni prezydent na uchodźctwie Kaczorowski też Białostocczanin z Wiejskiej ulicy...

Z monografii „Historia województwa Podlaskiego”, Instytut Wydawniczy „Kreator”, 2010.

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Czasopis.pl na Facebook